sobota, 14 maja 2016

Patrzenie na świat :)

      Informuję z dumą, że Maćkowe oko, to po operacji, wygląda ślicznie. Nawet bez okularów patrzy, jak trzeba, już nie żyje swoim własnym życiem. Estetyka, komfort - jest pięknie:).

No i takie historyjki:
- W poniedziałek tata odbiera Maćka z przedszkola. Pani wyjątkowo go chwaliła, ze ładnie jadł, że ładnie pracował w grupie, zrobił wszystkie zadania, i że tata może być z niego dumny. We wtorek -sytuacja się powtarza. W środę, po skończonych zajęciach rehabilitacyjnych Maciek pyta tatę, czy ładnie pracował i czy pani go chwaliła. Tata mówi, że tak, że pani chwaliła. No więc syn pyta, czy tata jest z niego dumny. Tata mówi oczywiście, że tak, Maciek na to "a jaką dostanę za to nagrodę?"

- budzę Młodego rano do przedszkola, ściągając z niego kołdrę. Maciek się obruszył, bo "dlaczego nie budzisz mnie tak jak tata?" (tata budzi go buziakiem:)

- popsuła się zabawka -śmieciarka. Tata oczywiście naprawił:). Maciek komentuje "jestem dumny z taty, że umiał naprawić moją śmieciarkę"


piątek, 18 marca 2016

Nadejszła wiekopomna chwila

      Nadszedł czas na naprawę Maćkowego oka. Po prawie pięciu latach od zdiagnozowania problemu, czekania, aż nadwzroczność ustabilizuje się i osiągnie poziom plus 9 w obu oczach, nasza pani okulistka uznała że nadszedł czas korekty zeza.

     Weekend przed terminem operacji był dla nas mega niewiadomą, czy w ogóle do szpitala pójdziemy, gdyż Ewa nam zaniemogła (38 stopni, lejący się katar i ból gardła -  taki teraz jest wirus u nas w szkole). Cały weekend Ewa była izolowana, na szczęście młody nic nie podłapał.

W poniedziałek stawiliśmy się w szpitalu, czekając TRZY godziny na przyjęcie na oddział. W zasadzie to moja jedyna negatywna uwaga co do pobytu w szpitalu:). Cały ten czas oczekiwania Maciek przyjął z godnością, aż nie dowierzałam w jego cierpliwość. Co prawda kosztowało mnie to 1,5 zł (knopers z automatu) i 2,7 zł (kinder bueno, też z automatu), ale Maciek naprawdę był grzeczny i nie marudził. Generalnie cały dzień spędziliśmy na badaniach, którym pacjent poddawał się bez problemu. Średnia wieku na oddziale to tak na moje oko z 70 lat...przy uwzględnieniu Maćkowych prawie 6 :). Czytaliśmy bajki, robiliśmy łamigłówki, spacerowaliśmy po korytarzach, jeździliśmy windą (a co ;).  W TV, jak skończyła się jakaś bajka i zaczęła następna-  koniki Pony, Maciuś powiedział, abym to wyłączyła, bo przecież mama nie pozwala tego oglądać. Babciom z naszego pokoju mało zęby nie powypadały:). Ja w sumie też jestem dumna, bo widać, że nasze zasady gdzieś tam w tej małej głowie siedzą:).

     Jedziemy dalej. Nadszedł wtorek, po głupim jasiu Maćkowi było w zasadzie wszystko jedno, gdzie jedzie i po co. Na operację pojechał jako pierwszy. Zez został zoperowany w trzech miejscach (wytypowano oko prawe, które krążyło sobie po orbicie w większej ilości kierunków). Według naszej pani okulistki (udało się zgrać grafiki i właśnie ta najlepsza okulistka dziecięca w Poznaniu mogła go zoperować) wszystko poszło prawidłowo. Pielęgniarka anestezjologiczna powiedziała mi, że usnął bez problemu, ale jak go rozintubowywano, to tak się rzucał, że trzymało go trzech dorosłych ludzi....Po powrocie do pokoju mój malutki, łagodny, delikatny i wrażliwy syneczek darł się jak opętany. Darł się, że go boli i że mam mu to (opatrunek) zdjąć. Moją rolą było pilnowanie, aby nie zdarł właśnie opatrunku...nie było to łatwe. Nie wiem, jak długo tak wrzeszczał, zgubiłam poczucie czasu. Najgorszą "obelgą" jaką mi Maciuś wykrzyczał było "jestem na ciebie zły", "jestem na ciebie ogromnie zły" oraz "nie dam ci całusa" :). Dostał lek przeciwbólowy, przycisnęłam go swoim ciałem do poduszki, pośpiewałam prosto w ucho jakieś kołysanki i zasnął. Do wieczora przebudzał się wielokrotnie, ale już tylko kwilił, że go boli.
Środowe badanie kontrolne pozwoliło nam iść do domu. Oko jest wściekle czerwone, bardzo wrażliwe na światło/ słońce, tak więc na razie siedzimy w domku. Choć w sumie to już w czwartek Maciek mówił, że już nie boli, i zachowywał się jak co dzień, czyli w sposób pogodny, wesoły i konstruktywny:)
   Maciek, tak prawdę mówiąc, był maskotką oddziału. Na co dzień jest on bardzo pogodnym, wesołym człowiekiem, swoją osobą bez wysiłku zjednuje sobie ludzi. Wszystkie babcie były oczarowane:). Przyjęłam na oddziale mnóstwo ciepłych słów dotyczących ogólnie osoby naszego krasnala i jego wtorkowych krzyków (podobno tak działa właśnie narkoza).
Byle do wiosny :)

PS - dodałam w sumie trzy nowe posty, poniżej linki do dwóch pozostałych
poradnia psychologiczno - pedagogiczna
http://maciekzpolnej.blogspot.com/2016/03/poradnia-psychologiczno-pedagogiczna.html


oraz sprawy podatkowe :)
http://maciekzpolnej.blogspot.com/2016/02/1-procent-podatku-za-rok-2015.html



Poradnia psychologiczno-pedagogiczna

        Moje podejście dla pomysłu sześciolatków w szkole jest na nie. Aczkolwiek nie jest to twarde nie, tylko raczej nie. Dwa lata temu podobne dylematy mieliśmy z Ewusią, rocznik 2008, która zgodnie z przepisami reformy musiała iść do szkoły. Wtedy szłam w zaparte, byłam gotowa ją odroczyć od szkoły za wszelką cenę. Poszliśmy z nią wtedy do poradni, w zasadzie po odroczenie. Pani psycholog, po przebadaniu naszej córki z każdej strony uczciwie powiedziała, że według niej, szkodą dla Ewy będzie nie posłanie jej do szkoły, ale zatrzymanie jej w przedszkolu. Przemyśleliśmy z mężem tą opinię...i posłaliśmy Ewę do szkoły. Do tej pory (kończy pomału drugą klasę) radzi sobie wspaniale, na koniec pierwszej klasy otrzymała na apelu wyróżnienie od pani dyrektor. Jest jednym z trójki najlepszych dzieci w klasie. Nasza rola rodzicielska polega oczywiście na dopilnowaniu jej przygotowania, ale w jeśli chodzi o pracę z dzieckiem w domu, to w zasadzie czasem tylko musimy jej wytłumaczyć, co autor zadania ma na myśli, i co Ewcia ma zrobić. Resztę mała ogarnia sama.

        Nadszedł czas podjęcia decyzji, gdzie od września będzie uczył się Maciek. Co prawda obecna "dobra zmiana" zniosła obowiązek szkolny dla sześciolatków, ale chcieliśmy obiektywnej opinii. Opinie mieliśmy bardzo rozbieżne. Od absolutnie tak (bo trzeba iść do przodu, bo dzieci są już do tego gotowe, bo trzeba równać do najlepszych, bo tak zaleca pani od margaryny i urzędnicy) do lepiej nie, aby pozwolić dziecku dojrzeć. Udaliśmy się do tej samej pani, która bardzo rzetelnie oceniała Ewę. Gotowość szkolna, wg testów wykonywanych w przedszkolu, jest u Maćka na wysokim poziomie, ok 90%. Opinia pani psycholog jest generalnie podobna. Testy i zadania Maciuś rozwiązał bardzo dobrze, w niektórych, do rzetelnej oceny, pani zabrakło skali. Natomiast bilans wszystkich składników, które tworzą gotowość szkolną zwraca uwagę na nieharmonijny rozwój naszego skrzata. Wynik zaniża jedynie motoryka. I ta duża, i ta mała, czyli praca ręki. Maciek nie przekracza 15 kg. Jego waga jest piórkowa, prac ręcznych typu szlaczki młody serdecznie nie znosi, robi je byle szybciej i mieć z głowy. Co prawda potrafimy go zmotywować, aby łapka pracowała, ale na tą chwilę jedynie szantażem...:) Zgadywanki, labirynty, łamigłówki Maciek uwielbia, robi to zawsze chętnie i sam z siebie. Ale szlaczki, kolorowanki.....hmm. Pominę milczeniem :) 
Tak więc, biorąc pod uwagę rzetelną opinię pani psycholog, naszą własną opinię i obserwację własnego dziecka, Maciuś zostaje w przedszkolu.

     Dodam tylko, że z Maćkowego rocznika do szkoły idzie troje dzieci. Klasa pierwsza w naszej gminie będzie jedna (troje sześciolatków plus dzieci, które powtórzą pierwszą klasę). Wg mnie pewnie jakaś część dzieci spokojnie mogłaby do szkoły iść już teraz, ale to już decyzja rodziców tych dzieci. Opinia naprawdę wielu nauczycieli wczesnoszkolnych jest taka, że na szczęście tylko półtora rocznika dzieci zostało skrzywdzonych, kiedy to wysłano ich szkoły jako sześciolatki. Miałam w tym tygodniu bardzo bliski kontakt ze służbą zdrowia w szpitalu. Jedna lekarka, która też ma sześciolatka powiedziała mi otwarcie, że wielu lekarzy z tamtego szpitala posłało swoje dzieci do szkoły jako sześciolatki. Wiadomo, ambicja, dziecko lekarza na pewno może iść wcześniej do szkoły. Guzik prawda, ci rodzice obecnie szczerze żałują swojej decyzji. Temat jest generalnie bardzo szeroki i rozwojowy, ale tutaj na razie go zakończę :)

Anegdotka:
gotowałam pomidorową. Ponieważ parę dni wcześniej gotowałam krem z pomidorów, moją ukochaną zupę, która to jednak nie zdobyła uznania w mojej rodzinie, Maciek do mojej pomidorowej miał już nastawienie sceptyczne. Tak więc gotowałam pomidorową, taką klasyczną. Syn powiedział mi tak" jak ci się uda zupa, to będę jadł. Jak się nie uda, to nie będę jadł". Na szczęście się udała :)

poniedziałek, 1 lutego 2016

1 procent podatku za rok 2015

     Z całego serca dziękujemy wszystkim Maćkowym darczyńcom. Wpłaty pochodzą z wielu miejsc w kraju, niektórych nawet nie potrafię wskazać na mapie. Wielu z Was nie znam, tym bardziej więc dziękujemy za okazane serce i pomoc Maćkowi. Intelektualnie synek rozwija się wspaniale, jest zdecydowanie powyżej średniej wśród dzieci w swoim wieku. W tym roku skupimy się na jego fizyczności, na pracy ręki, aby w szkole nie musiał zbyt wiele nadrabiać, i aby nie odstawał od rówieśników.

Maćkowe konto jest cały czas aktywne, pomóc mu można przekazując jeden procent podatku na poniższe dane:




poniedziałek, 19 października 2015

Moje 610 gram szczęścia

        Dawno nas tu nie było. Różne są przyczyny przestoju, ale to chyba nie miejsce na tłumaczenie się. Co u nas? Na tapecie mamy dwa tematy.

          Po pierwsze primo - na wiosnę wyznaczono nam termin operacji zeza. Spodziewałam się, że załatwimy to późną jesienią, tak też się nastawiłam psychicznie. Jednak w szpitalu  był jakiś poważny remont i wszystko się poprzekładało o dobry kwartał. Damy radę, może być wiosną, tym bardziej, że od miesiąca gil nas nie opuszcza.

          Po drugie primo - chodzenie na paluchach. Zgodnie z zaleceniem naszej pani neurolog, skonsultowaliśmy młodego u ortopedy. Takiego mega fachowca, lekarza, który wie, co mówi. Pan doktor wysłuchał historię Maćkowych narodzin, wypytał o czas, kiedy Maciek zaczął chodzić (miał 23 miesiące - taki średniaczek zaczyna chodzić w wieku około roku), wypytał o historię i sposoby rehabilitacji, obejrzał nogi i stopy. Diagnoza w dużym skrócie i uproszczeniu brzmi tak: synek jest w grupie dzieci podwyższonego ryzyka, i ze względu na jego wywiad i historię mamy mu po prostu pozwolić dojrzeć. Jakiś etap dojrzałości psychiczno-fizycznej dziecko osiąga zazwyczaj na przełomie wieku pięciu - sześciu lat, mamy po prostu poczekać. Rehabilitacja tak jak do tej pory, żadnych ekstra butów i kapci. Mamy pokazać się za pół roku. Jeśli będzie potrzeba, będzie botoks w łydki, ale pan doktor, po naszych zapewnieniach i obserwacji własnej, że Maciek jak myśli, to idzie na całych stopach, uważa, że takiej potrzeby nie będzie. Zobaczymy :)

       W przedszkolu trwają teraz diagnozy dotyczące gotowości szkolnej. Czekam niecierpliwie na opinię pani wychowawczyni. Tym bardziej, że opinie, które już znam z przedszkola,  są rozbieżne. Pani, która uczyła Maćka jako czterolatka uważa, że młody jest debeściak, jest bardzo mądry, inteligentny, umie czytać i bawi się tym, jego szlaczki są jedne z ładniejszych w grupie. Obecna wychowawczyni uważa, że "jak na dziecko z taką wadą wzroku to Maciek radzi sobie nie najgorzej". Czekam na oficjalne info na piśmie.

       Latem w tv leciały bardzo często reklamy i zapowiedzi serialu "Moje 600 gram szczęścia". Napaliłam się jak szczerbaty na suchary...no i niezły suchar z tego wyszedł. Próbowałam serial oglądać, twardo śledziłam go przez prawie trzy tygodnie...poddałam się. Nie mam sił słuchać o Andżelice, Edzi G, o wcześniakach ważących 3,5 kg z praktycznie donoszonej ciąży, przemądrzałych męskich specjalistów od laktacji. Serial jest po prostu nie na temat. Szkoda mi czasu. Szczerze interesuje mnie historia maleńkiej Amelki, trojaczków...ale reszta...rozczarowanie. Dlatego już nie polecam oglądania "Moje 600 gram szczęścia".

      W ostatnim tygodniu śmiałam się z krasnala. Pracował z panią tyflopedagog, ominęły go zajęcia w klasie, dostał więc pracę domową do zrobienia w ćwiczeniach. Na obrazku pełnym kwiatów miał poszukać wszystkie literki "o" i je pokolorować. Maciek do tematu podszedł odpowiedzialnie. Sam  wgramolił się na Ewy fotel, usiadł sobie przy biurku, wyjął kredki i pokolorował "o". Nie ingerowałam. Oddaliśmy kolejnego dnia ćwiczenia, pani otwiera zadanie domowe i mówi "oj Maciuś, ale ci się nie chciało"... :)

środa, 10 czerwca 2015

5 lat minęło

     No więc mija dziś 5 lat, od kiedy mamy naszego szkraba z nami. Nie wiem, kiedy minął ten czas, dopiero co jeździłam do niego każdego dnia na Polną, modląc się o jego życie, zdrowie, emocjonalna mega huśtawka nie opuszczała mnie ani na chwilę. Dziś mamy w domu wspaniałego pięcioletniego mądralę :).
Wzrost jakieś 102-103cm, waga ok 13,2 kg. Radość życia - 100/100. Bystrość 100/100. Urok osobisty 100/100.
Z ostatnich anegdotek:
- usmażyłam naleśniki. Dzieciom na słodko, rodzicom z farszem mięsno-warzywnym. Moim naleśnikiem zainteresował się Maciek, wypytał mnie o skład, więc mówię mięsko mielone, fasola czerwona, kukurydza, pomidorki...Maciek na to "ale to jest straszne".
- cały czas zwracam mu uwagę, że ma chodzić na piętkach. Któregoś razu w przedszkolu pani mu się pyta: "Maciuś, a czy ty umiesz chodzić na całych stopach?" Maciuś na to "tak, bo mama mi każe".

To były sytuacje żartobliwe. A poniżej taka, którą syn mi po prostu zaimponował.
Byliśmy na  pikniku ekologicznym. W jakimś konkursie dzieci dostały balony. Odeszliśmy już od stoiska, kiedy Ewie pękł jej balon. Ewa stała i przeżywała, za to Maciek, z własnej inicjatywy, poleciał do pani od balonów. Zgłosił, co i jak i zorganizował siostrze nowy balon. Pękałam z dumy :).

        Dwa tygodnie temu byliśmy na corocznej kontroli u pani neurolog. Generalnie Maciuś bardzo się pani podobał, jednak p. doktor podejrzewa, że jedna Maćkowa noga jest nieco krótsza niż druga i powinniśmy ją skonsultować u ortopedy. Taki najlepszy w Poznaniu, którego poleciła nam pani, przyjmuje jedynie prywatnie, koszt wizyty to jedyne 350 zł....nie wierzę normalnie, dla kogo te ceny????

       Uczymy Młodego czytać sylabami, tak jak kiedyś uczyliśmy Ewunię :) Jedziemy z tej samej książki, Maciek ma mega radość, jak czyta :). A ja jeszcze większą, jak widzę, jak nasz maleńki, maciupki synek rośnie i się rozwija:).

Miało być o Maćku, ale pozwolę sobie wspomnieć o Ewci. Ewcia nie ma jeszcze 7 lat, za chwilę kończy pierwszą klasę. Jest w trójce najlepszych dzieci w klasie, rozwija się wspaniale. Ostatnio pani od w-f wydelegowała nam córkę na zawody sportowe, jako jedynego 6- latka. Spytałam się Ewy, jak ona to robi, że czego się nie dotknie, tam odnosi sukces. Ewa odpowiedziała, że "nic na to poradzę, że mnie taką urodziłaś". Budują człowieka takie chwile...oj,bardzo :)


niedziela, 3 maja 2015

Próba manipulacji rodzicem okiem pięciolatka

      Maciek bardzo chciał grać na komputerze. Staramy się tą pasję kontrolować i reglamentować, więc któregoś dnia odmówiłam dziecku komputerowych gier. Maciek na to odpowiedział bardzo prosto:
- "mamo, ale ja cię przecież kocham".
 Ja też go kocham, ale ponieważ znam osobiście przypadki uzależnienia od komputera, wiem, czym to grozi i jak to się kończy, więc po prostu, pomimo tak gorącej argumentacji, odmówiłam. Krasnal, jako dziecko bardzo kreatywne, godnie się pogodził z odmową i zajął czymś innym :).

U nas po malutku. Znamy przyczynę chodzenia na palcach -jedna maciejowa stópka ma coś przeciwnego płaskostopiu - podeszwa jest wgłębiona bardziej, niż powinna, dzięki czemu młody nie czuje podłoża tak, jak trzeba. Ćwiczymy te stópki cały czas, ale jak na razie wciąż jest 1-0 dla Maćka.

      Pani logopedka zwróciła nam uwagę na fakt, że Maciek zaczyna nam czytać globalnie i głoskować wyrazy. Pani Justyna mówi, że w jego przypadku na pewno nie będzie kłopotu z czytaniem :). Z kolei pani p.o. wychowawcy w przedszkolu mówi, że synek jest bardzo bystry, inteligentny, jest cytuję "igiełką". Do tego jest mega społecznym człowiekiem, bardzo wesołym i serdecznym.
Z drugiej strony....jeśli myślę o Maćku jako sześcioletnim pierwszoklasiście, to na dzień dzisiejszy jestem temu absolutnie przeciwna. Żadna pani minister ani szeregi jej podwładnych, pani od margaryny, która zachwala reformę, żadna wspaniała reklama kolorowej szkoły...nikt nie jest mnie w stanie przekonać, że przeciętny sześciolatek w szkole to jest dobry pomysł. Tak czy inaczej - to temat na inny post.

     Któregoś dnia, wczesną wiosną, wybraliśmy się na bardzo długi spacer. Na naszym szlaku była wielka góra, na którą trzeba było się wspiąć i z niej zejść. Weszliśmy, zeszliśmy, wszystko ok:). Następnego ranka Ewa miała w łydkach potężne zakwasy, płakała nam, schodząc ze schodów. Zrobiliśmy jej w wannie gorącą kąpiel (zazwyczaj używamy prysznica). Maciek o mało co nie wyszedł z siebie, on też domagał się kąpieli, "dlaczego Ewa może kąpać się w wannie a ja nie". Odpowiedziałam, że Ewunię bolą łydki i musi je sobie  wymoczyć w ciepłej wodzie. Maciuś na to, że jego też bolą łydki. Oczywiście pozwoliłam mu też wskoczyć do wanny, ale wcześniej usłyszałam jeszcze pytanie "mamo, a co to są łydki?".

niedziela, 8 lutego 2015

Pojęcie czasu okiem czterolatka

      Nasze lokalne występy na okoliczność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Maciek na swoim pokazie dał z siebie wszystko, nawet pomimo tego, że wystawiła go partnerka w tańcu (mała stremowała się i odmówiła występu) i wystąpił z dziewczynką, z którą wcześniej nie tańczył.
Po występie Maciuś grzeczny był jeszcze przez dobre dwie godziny, ale potem...jego cierpliwość całkiem zanikła. Było to około godziny 16, a o 17 występować miała Ola, przyjaciółka Ewy, której występ chcieliśmy bardzo zobaczyć. Zależało mi, aby dotrwać do występu Oli, więc użyłam klasycznego szantażu "jeśli będziesz grzeczny do godziny 17, to dostaniesz swoją nagrodę" (na której młodemu mocno zależało).  Około 16.30 Maciek, który starał się nie broić jak tylko mógł, spytał mnie wprost "jak długo jeszcze MUSZĘ BYĆ GRZECZNY?"

Maćkowych sympatyków informujemy, że jego subkonto w Fundacji jest wciąż aktywne i że wciąż prosimy o wsparcie 1-procentowe.


W rubryce Numer KRS wpisz: 0000186434
W informacjach uzupełniających, cel szczegółowy 1% :
175/B Maciej Bąk


niedziela, 11 stycznia 2015

WOŚP

    
    


      W tej chwili dochodzi niedzielne przedpołudnie w dniu, w którym gra Orkiestra Jurka Owsiaka. W ostatnich tygodniach czytałam mnóstwo zarzutów i pomyj, które się na niego wylewa. Uważam to za chamskie, obrzydliwe i niesprawiedliwe. Wierzę w Orkiestrę, wierzę w Jurka, wierzę  w dobro, które razem tworzą. Dzięki kolejnym finałom jego akcji, dzięki sprzętowi, który otrzymał szpital przy Polnej, żyje nasze dziecko i jest w dobrym zdrowiu. Przez pierwsze trzy miesiące swojego życia każdego dnia Maciek korzystał z Orkiestrowego sprzętu - sprzętu, który uratował mu życie, potem zdrowie. Nasze dziecko korzystało z inkubatora,  urządzeń wspomagających oddech (respirator, później Inflant Flow, czyli wspomaganie oddechu, które pomogło nie rujnować maleńkich płuc wentylacją mechaniczną), pulsoksymetrów, pomp infuzyjnych, monitorów czynności serca i oddechów, aparatów usg,  innych sprzętów podarowanych właśnie przez WOŚP.

     Jak można nie być wdzięcznym i nie wierzyć w Wielką Orkiestrę? Dlatego ja i moja rodzina całym sercem wspieramy WOŚP, a dziś o 14 Maciek wraz ze swoją przedszkolną grupą ma występ "dla chorych dzieci".

PS - uważam, że każdy z nas, nawet trolle i hejterzy, prędzej czy później, natknie się w jakimś szpitalu na serduszko WOŚP. Ci, którzy pomagać nie chcą, po prostu niech nie pomagają.  Niechże zamkną swoje paszcze i pozwolą pomagać tym, którzy tego chcą i chcą mieć z tego frajdę.

PS2 W jednym z kącików ust Maćkowi pojawił się zajad. Oczywiście krasnal przyszedł zameldować, że go boli. Próbowałam wytłumaczyć mu, że to dlatego, że je za mało witamin, bo przecież Maciuś nie je warzyw. Na to usłyszałam, że przecież ziemniak to jest warzywo, tak więc synek JE warzywa. Jak polemizować z taką wiedzą...:)?

niedziela, 4 stycznia 2015

Podsumujmy wszystkie fakty

      Rehabilitacja. Zdarzyło się, że Maciek nie miał specjalnie chęci na współpracę z panią rehabilitantką (przedświąteczne zmęczenie materiału). Na dodatek na zajęciach były dwie praktykantki, tak więc Maciuś miał pełną widownię, aby pokazać swoje możliwości. Dostał  małpiego rozumu, biegał, skakał, wywijał, dzikował ile potrafił. Na koniec wszedł do basenu  z piłkami i powyrzucał piłki. W pewnej chwili pani rehabilitantka uznała, że już wystarczy wygłupów i czas zabrać się za zalecane ćwiczenia. Posadziła Maćka przed sobą, patrzy na niego i mówi: Maciek, musimy poważnie porozmawiać (w domyśle o tym rozbrykanym zachowaniu). A syn mój na to...."no dobrze. Podsumujmy wszystkie fakty". To, że pani opadła szczęka, jest komentarzem bardzo subtelnym :).

      Przed świętami w przedszkolu odbyło się spotkanie mikołajkowe. Każde dziecko miało do powiedzenia kawałek wierszyka - wierszyk nie był udany, trudny do wymowy i uchwycenia sedna  nawet dla mnie jako osoby dorosłej. Maciek wyuczył się swojej kwestii, wydeklamował ją pięknie. Pozostałe dzieci również znały swoją część, ale spośród grupy około 25-czterolatków zrozumiałam łącznie troje dzieci (włącznie z moim). Dotarło do mnie, że nasza praca z logopedką przynosi piękne efekty - co prawda Maciek wciąż sepleni, nie wymawia R, ale jego mowa jest czysta, czytelna i zrozumiała dla osób postronnych. 

       W ostatnich tygodniach przeżyłam kilka zaskoczeń od osób zewnętrznych, które nie znają Maćka i jego historii. Pani laryngolog, widząc młodego pierwszy raz na oczy pyta "to wcześniak, prawda?". Potem wyjście na plac zabaw, gdzie w kasie pani kasjerka mówi patrząc na Maćka "dzieci do lat trzech wchodzą za darmo" . Inna pani na tym placu też mnie spytała "czy to jest wcześniak?". Na czole to mamy wypisane czy jak :).

     W pokoju naszych dzieci jest permanentny bałagan. Dziś przelała się czara, obiecaliśmy dzieciom, że jeśli do jutra tam nie będzie porządku, to bierzemy worek na śmieci i wyrzucamy wszystko, co nam wpadnie w ręce. W międzyczasie tata poprosił syna, aby może tam troszkę jednak uprzątnął. Odpowiedź krótka i na temat "ale przecież dopiero jutro tam ma być porządek".
    Inna historyjka. Mam z synem chwilę czułości, szepczę mu do ucha, że jest moim cudem. Na to Maciuś, rozczulając mnie dokumentnie, pyta "a Ewa?"

PS - postać z rysunku, ta z prawej, to jestem ja. Tylko głowa się nie zmieściła:)
PS2 - Wszystkiego najlepszego w 2015 roku:)
 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Dzień Wcześniaka


   Dziś już wiem, że na naszym dziecku wcześniactwo zostawiło pamiątki, ale takie do wypracowania, które z czasem prawdopodobnie całkiem odejdą do przeszłości. Te prawie cztery i pół roku temu nie miałam tej wiedzy - co się wtedy przeżywa, wie każdy rodzic skrajnego wcześniaka.

     Nasz wcześniaczek jest dziś dzieckiem niezwykle uczuciowym, całuśnym, przutulaśnym. Jest człowiekiem bardzo inteligentnym, bardzo wesołym i żywiołowym. Pewne rzeczy chwyta w lot, jak np. nauka cyfr, liter, piosenek, jazda na rowerze biegowym. Inne wymagają dużo więcej czasu - od około dwóch tygodni to Maciek prowadzi ołówek i kredkę, a nie na odwrót:).  Krasnal domaga się kartek, kredek i szlaczków. Wciąż coś koloruje, prowadzi po śladzie, tworzy swoje własne prace. Jeszcze niezdarne (Ewa podobny poziom prezentowała w wieku 3 lat), niektóre wymagają tłumaczenia wizji artysty, ale niektóre potrafię już sama odczytać:). Kolejny kamień spada z serca - do tej pory kwestia grafomotoryki u nas leżała i kwiczała.

Anegdotki z ostatnich dni:
* podczas dalszej podróży Ewa miała głoda, na stacji benzynowej kupiłam jej muffinkę. Maciek ocenił wygląd ciastka i stwierdził, że on "kupy jeść nie będzie".
* Maciuś szukał jakiegoś ludzika od swojego lego duplo. Nie potrafił go odszukać, wsparł go tatuś. Skutecznie :). Maciek przyszedł potem do mnie i mówi "wstyd mi że nie umiałem poszukać Zenusia".
* poranna toaleta. Maciuś robi siusiu, ogląda przy tym sufit, ściany, podłogę. Zwracam uwagę, aby patrzył, gdzie siusia, co bym nie musiała zaraz wycierać ścian. I co Maciek na to? W sumie to łatwe..."przecież nie mam okularów i nie widzę".

     Każdemu rodzicowi wcześniaka życzę, aby konsekwencje przedwczesnego porodu nie zostawiły na dziecku trwałych pamiątek. Aby nie spotykali ludzi, dla których wcześniak jest tylko trochę mniejszym noworodkiem, które poleży w inkubatorze i za chwilę wraca do domu.  Aby na swojej drodze ku zdrowiu i sprawności spotykali lekarzy, którym praktyczne znaczenie słowa "wcześniactwo" nie jest obce, którzy pokierują rodzica w odpowiednią stronę, do odpowiednich specjalistów, terapeutów. Każdemu rodzicowi życzę dziecka, które pozytywnie odpowie na zaproponowany sposób terapii. Każdemu rodzicowi życzę takiego kochanego szkraba, jakim jest nasz Maciuś, i takiego wsparcia, jakie daje Maćkowi jego "kochana siostla Ewunia".

poniedziałek, 27 października 2014

Jestem piękna, mądra, ładna, wspaniała, miła, kochana. I jeszcze jestem fajna:)

       Przynajmniej tak widzi mnie moje dziecko, o czym kilkanaście dziennie razy mnie informuje. Do tego dołącza soczystego buziaka - takiego to mamy uczuciowego czteroipółlatka w naszym domu:). Pozwalamy Maćkowi spełniać się uczuciowo, tulić i ściskać tyle, ile tego potrzebuje.

     Żałuję, że tak późno zapisałam Maćka na zajęcia z integracji sensorycznej. Opinię o wczesnym wspomaganiu mamy już dłuższą chwilę, skupiliśmy się na klasycznej rehabilitacji, ćwiczeń wzroku i małej motoryki. Od miesiąca chodzimy na SI, i widzę, że krasnalowi bardzo podobają się zajęcia. Pracują  i ćwiczą tam wszystkie jego zmysły, zajęcia są tak fajne, że trudno go wyciągnąć z sali po zakończeniu pracy. Cieszy mnie to ogromnie ten fakt, tym bardzej, że Maciek nawiązał fajny kontakt  z panią od SI ( a wiem już, co nasze dziecko potrafi, kiedy nauczyciel/terapeuta nie umie nawiązać z nim porozumienia -ze spokojnego i raczej grzecznego dziecka wyłazi małe diablątko).


     Od kilku tygodni Maciuś ćwiczył chodzenie po schodach bez trzymania i podtrzymywania. Dziś już swobodnie idzie wyprostowany, dumny z siebie woła po nas "chodźcie zobaczyć, jak ładnie idę". Głoski "sz" i "cz" pojawiają się coraz częściej, w swobodnej wypowiedzi, bardzo chwali go za to nasza pani logopedka. Dodatkowo pani logopedka, która jest równocześnie psychologiem dziecięcym i na co dzień pracuje w przedszkolu, bardzo wysoko ocenia Maćkowy rozwój społeczny, jego inteligencję, sposób wypowiadania się. Serce rośnie, kiedy widzę, jak Maciej reaguje na nasze zabiegi, ćwiczenia, rehabilitację i wszelką formę pomocy w rozwoju - tym bardziej że mam wciąż z tyłu głowy wszystkie możliwe "pamiątki", jakie może zostawić u dziecka tak skrajne wcześniactwo.

Maciejowe konto w Fundacji zasilają teraz wpłaty z 1% - pięknie dziękujemy wszystkim osobom, które wspierają nas w pracy nad prawidłowym rozwojem naszego dziecka.

niedziela, 5 października 2014

Zajęcia dodatkowe

      Dawno nas tu nie było, nie pamiętam więc, co już pisałam, a co nie, gdybym się powtarzała, darujcie :).

      We wrześniu Maciuś poszedł do przedszkola, do grupy czterolatków. Na pytania znajomych, jak tam Maciek w przedszkolu się odnajduje, odpowiedź jest prosta: każdego dnia, tuż po tym, jak synek wysiądzie z auta na parkingu przy przedszkolu, rozpoczyna się bieg za Maćkiem. On mknie z prędkością światła:). Uwielbia swoją klasę, swoich kolegów i koleżanki, zabawy, zajęcia. Mamy już październik, dopiero teraz przypałętał się pierwszy kaszel i katar, ale dramatu jeszcze nie ma, oceniam to na zwykłe przeziębienie. Pani stara i nowa wychowawczyni (obie mają z nim zajęcia) chwalą Maćka za postępy w jedzeniu, co mnie ogromnie cieszy :) (do tej pory cały czas słuchaliśmy tylko uwag średnio budujących....).
      W ostatnich dniach zaczął chodzić po schodach i ze schodów sam, bez trzymania, bez podpórek, w pozycji pionowej. Co prawda wymaga to jeszcze absolutnie pełnego skupienia, ale jest to już czynność samodzielna. Na dobre pożegnaliśmy też pieluchy, w nocy mały kurczak nie moczy sobie łóżka, tylko zgłasza się po któregoś rodzica, by iść z nim w wiadome miejsce:).

     Cały czas Maciej chodzi na paluszkach. Ćwiczenia od naszego neurologa guzik nam dały. We wrześniu byliśmy na zajęciach w naszej lokalnej szkole Yamaha. Tam normalnie prawie że zeszłam na zawał. Do tej pory widziałam, że Maciek chodzi na paluszkach, mając w powietrzu 2/3 stopy. Na zajęciach pod nazwą Spacer z nutką (bardzo ciekawe i rozwijające) widziałam nasze dziecko chodzące na podwiniętych paluszkach...masakra. Szybko zrobiłam rozeznanie w miejscach w okolicy Poznania, gdzie mogę zrehabilitować te stopy zgodnie z ćwiczeniami ze skierowania. I co? I klops. Na ten rok, tam, gdzie bym chciała, nie ma już terminów...Jest alternatywa, ale mieści się z absolutnie drugiej strony Poznania, gdzie dojazd w jedną stronę zająłby nam lekko półtorej godziny, tak więc w zasadzie nie ma alternatywy...czekam do listopada, w upatrzonym miejscu będą zapisy na 2015. Do tego czasu szybciutko zgłosiłam kurczaka na zajęcia ruchowe tytułem wczesnego wspomagania. Wczoraj byliśmy pierwszy raz, były to klasyczne zajęcia z integracji sensorycznej. Sala wyposażona w skali "pełen wypas", Maciek był oczarowany, nie chciał kończyć zajęć:) Pani od SI twierdzi, że nie jest powiedziane, że te paluszki będą się za nami ciągnąć. Czasem wystarczy kilka spotkań, aby wyprowadzić dziecko z paskudnego nawyku, szczególnie, że Maciej zna prawidłowy układ stóp podczas chodzenia (nie ma tylko czasu, aby z tej wiedzy korzystać).

Na dziś koniec:). Kupiliśmy dzieciom grę Rummikub i oboje domagają się, aby z nimi w to grać:).

środa, 27 sierpnia 2014

Zagadka

Podaję zagadkę:
"ma to mama, ma to tata, Maciek i Ewa, mamy to zawsze przy sobie"
Proszę zgadywać, rozwiązanie pod koniec.

       Wakacje upłynęły wspaniale, uwielbiam czas urlopu:). W tym roku skierowaliśmy nasze autko w Kotlinę Kłodzką, w sam jej środek. Zwiedzaliśmy tam przeróżne obiekty, miejsca, okolice. Ewa swobodnie wymienia różne rzeczy, które podobały jej się najbardziej, Maciek się nie rozdrabnia - jemu najmocniej podobał się plac zabaw :). Generalnie muszę Krasnalowi zwrócić honor, małe nóżki dreptały nawet całkiem dzielnie. Jak swoją siłę oceniał na jeden, zwiedzał świat na barana. Jak dostał jeść, swoją moc określał na pięć, a jak się wyspał, to i nawet 10 :).

      W pierwszy dzień naszego pobytu w Ścinawce Maciek narobił nam trochę wstydu. Po przyjeździe ja nas rozpakowywałam, Kamilek był z dziećmi na dworze. Na naszym podwórku inni wczasowicze piekli sobie grilla. Maciek bez żadnej krępacji podszedł do tych ludzi i prosto z mostu powiedział, że chce jeść, bo jest głodny. Tamci ludzie zbaranieli, Kamilek spłonął rumieńcem:). Oto dowód, że Maciek rzeczywiście zaczął nam jeść i komunikować głód :).

     Wczoraj byliśmy u naszej pani okulistki. Zamiast dzień dobry Maciek jasno określił, po co tu przejechał, powitał panią słowami "chcę żebyś zbadała mi oczy". Eeeeeyyyyyyy......tym razem to ja zbaraniałam :). Jeszcze przed zakraplaniem oczu synek czytał z tablicy cyferki wskazywane przez lekarkę. I tak, gdy prawidłowo odczytał zapis, pani mówiła "bardzo dobrze".  W ten sposób Maciek czytał jednym okiem. Drugim okiem już był mądrzejszy, cyferki czytał tak "bardzo dobrze cztery. bardzo dobrze dwa. bardzo dobrze siedem". Pani śmiała się z tego serdecznie:).

    Wada wzroku zmienia się. Jako takie plus dziewiątki wciąż są,  wartość ta jednak wreszcie się stabilizuje (do tego roku tylko rosła). Bardzo jednak polepszyła się ostrość widzenia, Maciek potrafił odczytać cyferki dwie linijki niżej niż podczas ostatniego wiosennego badania.
Dostaliśmy receptę na nowe szkła, wymienimy tym razem już całe okularki, odbiór około soboty.

Co to jest, co ma mama, tata, Ewa, Maciek, i mamy to zawsze przy sobie...? To proste. Każdy z nas ma OCZY :). Jeden zero dla Maćka, myśmy na to nie wpadli:).

Zastrzeliła mnie też Ewa.
Ugotowałam na obiad ryż z czymś tam, dzieciom podałam łyżeczkę zamiast widelca. Ewa się zbuntowała, poszła wymienić ją na widelec. Zgłosiła nam, że schowała łyżeczkę do szuflady. Pytam ją, dlaczego tak, przecież łyżeczka była brudna. Ewa na to, że nie, bo ona ją przecież oblizała :).

niedziela, 10 sierpnia 2014

Nareszcie urlop

       Ostatnie tygodnie dały mi niezły wycisk w pracy, stąd zabrakło mi siły i mocy, aby sensownie tworzyć słowo pisane. Na szczęście przed moją rodziną dwa tygodnie "bez budzika", moje siły zaczynają się pomału regenerować.

Nie będę się jednak rozpisywać nadmiernie:).

      Z Maciejowych nowości zaskoczyła nas ostatnio jego chęć do jedzenia. Oboje z Maćkowym tatą zadziwiamy się, kiedy nasz niejadek prosi nas  o kromkę chleba. Zdarza mu się wciągnąć trzy kromki chleba pod rząd, przychodzi też z miską i prośbą, aby nasypać mu płatków. W te wakacje zjadł kilka garści czerwonych porzeczek, nie mogąc się nimi nasycić. Oczywiście, najbardziej na świecie wciąż uwielbia swoją kaszkę czekoladową, ale zaczyna otwierać się na inne pokarmy, dodatkowo też je je swoją własną ręką. Podejrzewam, że tego zachwytu nie zrozumie żaden rodzic, którego dziecko nie miało kłopotów z jedzeniem. Powoli zanika już dziecko, które 'brzydzi" się wciąć do ręki kromkę chleba, kawałek placka, zastępuje je dziecko chętne nowych smaków. Nie znaczy to, że Maciek je już tak, jak bym sobie to wymarzyła, ale pewien krok do przodu nastąpił i i nie można go nie odnotować :).


     Mamy z Kamilkiem plan, aby nasze dzieciaki poznawały swoje miasto Poznań i swój kraj na tyle, na ile pozwalają nam nasze możliwości. W tym roku byliśmy w Krakowie, w Toruniu, latem zwiedzaliśmy Poznań. Na razie wnioski mamy z Kamilkiem wspólne - Ewa to urodzony piechur, maszeruje dzielnie pomimo zmęczenia, chce zwiedzać, poznawać, zadaje mądre pytania, a Maciuś...Maciuś to miągwa. Miągwa po paru krokach jest już zmęczona, chce pić, chce na ręce, chce usiąść, chce spać, chce do domu. Marzyłam jechać w te wakacje do Karpacza, pokazać Ewie Śnieżkę. Kamilek jednak skwitował ten pomysł krótko "ja Maćka nie będę tam wnosił" :). Tak więc Karpacz odkładamy na półkę, w zamian jedziemy w inny region Polski, nieco mniej wzniesiony, tam, gdzie mała miągwa być może da radę iść sama:).

niedziela, 29 czerwca 2014

Odzywki

    Wczorajszy post Podsumowanie trzylatka zawiesił się i  nie chciał edytować. Nie mogłam go dokończyć, tworzę więc nowy. Z samymi anegdotkami.

     W Toruniu kupiliśmy dzieciom takie śpiewające ptaszki. Pewnie pamiętacie takie cuda z Waszego dzieciństwa. Obsługa tego ptaszka polega na dmuchaniu mu w kufer, wtedy dziobkiem wydobywa się piękny trel. Ewa o swojego ptaszka dba i bardzo go pilnuje. Maćkowy ptaszek na drugi czy trzeci dzień po zakupie zaliczył twarde lądowanie, ptaszek zgubił kuper. Maciuś na to mówi tak: "ale to przecież nic, tylko ogonek się troszkę ułamał".  W sumie fakt, ułamał się tylko ogonek, ale ptaszek zasilił nasz kosz na śmieci.

     Kolejna historyjka - Maciuś chciał siusiu, z różnych przyczyn zrobił to w pokoju na nocniku.  Jakoś krzywo usiadł, siusiu(takie solidne) zrobiło się na podłogę. Maciuś pocieszał mnie słowami: "to przecież nic, to wyschnie".

     Maciek jedzie na swoim rowerku biegowym. Idę przy nim, w ręku mam tylko chusteczkę i telefon. Synek wymyślił sobie takie coś "jak się wywrócę, to będziesz miała KŁOPOT".

   Ciąg dalszy jazdy na rowerku. Idę przodem, coś mnie najechało na piętę. Pytam się tego małego cyklistę, czy uważa jak jedzie. Odpowiedź "a skąd, to ty musisz uważać jak idziesz".

    Całość tekstów ukoronowała Ewunia. Nasza córka przed chwilą skończyła sześć lat. Trafił ją jakiś kaszel, a że zazwyczaj przy chorobach zakaźnych śpię z dzieckiem chorym w moim łóżku, a tatuś z drugim  dzieckiem w innym pokoju (Ewa uwielbia spać przy mnie), Ewa spytała mnie tak "czy nie UWAŻASZ, że skoro mam kaszel, to POWINNAM spać z Tobą" ?
  
Czasem trudno mi uwierzyć, że dzieci, które naprawdę niedawno nosiłam pod sercem i naprawdę niedawno rodziłam, potrafią już konstruować takie przewrotne wypowiedzi:).

sobota, 28 czerwca 2014

Podsumowanie pracy trzylatka

       Na zakończenie roku przedszkolnego poprosiłam Maćkową wychowawczynię o ocenę pracy naszego skrzata. Maciek ma wczesne wspomaganie, więc pani z urzędu zobligowana jest do wystawienia oceny pracy, ale ponieważ postępy z dziedzin, które są wspomagane znam, zależało mi bardziej na opinii opartych na obserwacjach na początku roku i tych bieżących.
Lista zachowań, które oceniano, wynosi trzy strony. Tak więc jesienią Maciuś dostał ocenę "rzadko" podczas:
- słuchania poleceń nauczyciela
- trzymania kredki
- samoobsługi (jedzenie, czynności fizjologiczne)
- śpiewania.
Jedne zachowania miały ocenę "czasami", inne "często".
W czerwcu Maciuś ma już same oceny najwyższe, czyli "często". Jednym słowem postęp:).
Widzę to w domu. Ogromny postęp dotyczy rozwoju mowy, ale najbardziej ze wszystkich sfer zaskoczyły mnie prace ręczne.
Maciek potrafi używać plastelinę (wykleił na kartce piękne góry i wzgórza). Potrafi rysować i kolorować. Postęp w tych czynnościach to zasługa wychowania przedszkolnego, myśmy, jako rodzice, akurat w tej dziedzinie nie mieli w tym większego udziału.

  W ostatnich dniach Maciuś przyniósł nam taką oto pracę, zgodnie z wychowawczynią twierdzą, że praca (kolorowanka) jest absolutnie samodzielna:

W maju byliśmy na Dniu Rodziny, dzieci wręczały rodzicom ich portrety. Tak więc ja i Maćkowy tato, w oczach naszego dziecka wyglądamy tak:

sobota, 14 czerwca 2014

Żeby kózka nie skakała...

    ...to by całą głowę miała. Niestety, nasza kózka wczoraj nie była w przedszkolu, była bardzo niewybiegana, miała nadmiary energii. Po zajęciach z panią logopedką Maciek dostał prawdziwie małpiego rozumu i biegał jak dziki. No i niestety zaatakowała go ściana. Dokładnie narożnik ściany. Krew lała się jak szalona. Pojechaliśmy na pogotowie, pogotowie wysłało nas do szpitala ze skierowaniem "uraz głowy". Czoło Maciek ma rozcięte, dość głęboko, ale chirurg w szpitalu uznał, że wystarczy założenie specjalnych plastrów ściągających brzegi rany i że uda się to załatwić bez szycia. 
    Tuż po spotkaniu ze ścianą krasnalek płakał okrutnie, na pogotowiu był już spokojny, ale taki apatyczny, potem nam zasnął i obudził się dziś rano. Plastrem na czole był co najmniej zdegustowany, od razu spytał, kiedy będzie mógł go zdjąć.
      Chirurg zalecił oczywiście obserwację dziecka, gdyby coś się działo, to mamy natychmiast jechać do szpitala, ale mam nadzieję, że na plasterku i później bliźnie ta sprawa się zakończy.

     W zeszłym tygodniu Maciuś zatemperował sobie paluszek. Krew oczywiście się lała, na wieczór zdjęłam mu plaster, aby rana się goiła. Maciek musiał o tym chyba mocno myśleć, nawet przez sen, gdyż około 3 nad ranem przytuptał do mnie, abym sprawdziła, czy paluszek już mu się zagoił:).

     Inna anegdotka dotyczy precyzji w moim wysławianiu się. Przed domem mamy ławkę. Maciek wdrapał się na ławkę, usiadł na blacie. Nakazałam mu nieopatrznie "zejście z tego stołu". I strzeliłam sobie gola, gdyż Maciek odpowiedział, że to przecież wcale nie jest stół, tylko ławka.
I bądź tu człowieku konsekwentny w wychowywaniu dziecka :).

wtorek, 10 czerwca 2014

Nasz czterolatek

      Nasz malutki szkrabek kończy dziś cztery latka. Każdego dnia pełna jestem wdzięczności Bogu, że Maciek jest. Że ogólnie rzecz biorąc jest w doskonałej formie, fajnie się rozwija, mówi, myśli, że po prostu JEST.

      Ubiegły rok to ogromny skok w jego rozwoju. Robiłam niedawno porządki w moim telefonie, przeglądałam filmiki sprzed roku i nie wierzyłam, że jest to to samo dziecko:). Szczególnie, jeśli chodzi o rozwój mowy. Widać wyraźnie, że ćwiczenia logopedyczne spełniają swoją misję. W ostatnich dniach, po kilku miesiącach wałkowania głoski "cz", Maciuś sam pięknie pierwszy raz powiedział "poCZekaj". "CZ" nie było wywoływane sposobami logopedycznymi, wystąpiło samo i naturalnie :).
     Rozwinęła się też bardzo sfera społeczna i autonomiczna. Podczas Dnia Rodziny, który spędziliśmy z całą Maćkową przedszkolną klasą i innymi rodzicami porozmawiałam sobie z panią Olą, pani ta jest osobą bardzo wspierającą Maćka wychowawczynię. Spytałam o opinię na temat Maciusia. Pani Ola powiedziała, że znając  Maćkowy "życiorys", spodziewała się dziecka, któremu trzeba we wszystkim pomagać, wspierać, poświęcać dużo więcej uwagi. Rzeczywistość pokazała, że Maciek potrzebuje wsparcia, ale nie aż tak:). Przygodę jako przedszkolak zaczynał jako maskotka grupy, dziecko, które bez oporu podporządkowywało się innym dzieciom. Dziś Maciek ma swoje zdanie, swój plan na siebie, wie, co chce robić, a czego nie (mówię o relacjach dziecko-dziecko). Ma swojego przyjaciela Krzysia, z którym z jednej strony nie mogą bez siebie żyć, z drugiej strony często muszą być od siebie separowani, gdyż każdy ciągnie w swoją stronę i chłopcy się konfliktują:). Pani Ola mówi jednak, że chłopcom wystarczy chwila separacji, i już jest dobrze, tak bardzo chłopcy tęsknią do siebie, że zapominają o przyczynie konfliktu:).
       Jedyna uwaga dotyczy Maćkowego jedzenia...on ma zawsze czas. Trzeba mu przypominać, aby łyżkę, widelec czy chlebek skierować do buzi, sam z siebie to krasnal raczej na to nie wpadnie :).


Pani neurolog też jest z Maćka zadowolona. Ze względu skrócone ścięgna Achillesa dostaliśmy pakiet ćwiczeń rozciągąjących, zalecenie basenu, trampoliny, hydromasażu na stopy. Dostaliśmy też skierowanie na rehebilitację tych partii nóg.

W celach statystycznych odnotowuję sobie- waga 12 kg, wzrost 96 cm.

W tym tygodniu oboje naszych dzieci obchodzi swoje urodziny. Na tą okoliczność urządziliśmy sobie wycieczkę do Torunia. Było cudnie:). W sobotę, po obiedzie Maciek był już tak wykończony, że kiedy płynęliśmy sobie stateczkiem po Wiśle, padł jak betka. Śmiejemy się troszkę z niego, gdyż Maciek zapiera się, że on żadnym statkiem nie płynął:).

sobota, 17 maja 2014

Mądraliński

       Po 10 dniach kwarantanny Maciek przestał być "obłożnie chory", już wczoraj był w przedszkolu. Co prawda jak tatuś po niego się zgłosił, synek odbywał karę za popychanie kolegi ("bo Michał mówił, że ja nie umiem kolorować"), ale generalnie było tak, jak powinno - Maciek był niesamowicie stęskniony za swoją klasą, każdego dnia pytał nas, czy jest już zdrowy i czy już dziś może iść do przedszkola. 

      Maciuś sepleni. Oczywiście ćwiczymy z nim prawidłową wymowę 'sz" i "cz". Podczas ćwiczeń wymowa jest już prawie taka, jak powinna być, ale mowa spontaniczna to klasyczna "kaska", "jus", "ocy" i tak dalej. Umówiliśmy się wszyscy, że jak Maciuś będzie seplenił, to my mu będziemy mówić, że nie rozumiemy. Tak też się zdarzyło, podczas rozmowy Ewy z Maćkiem krasnal powiedział coś po swojemu, Ewa mu na to, że "my nie rozumiemy, co ty mówisz".
Maciek na to, tonem bardzo pewnym siebie "lozumiecie, lozumiecie".

Swoich rodziców powalił na łopatki. A nie ma jeszcze czterech lat...:)

Poniżej zdjęcie naszego śpioszka. Nie jest super jakości, ale treść również mnie powala :)