wtorek, 12 lutego 2013

Golonce

      Daję wczoraj młodemu zupę. Maciuś skomentował to krótko "oj, golonce". Padłam. Pewnie mamy dzieciaków zdrowych, bez "przeszłości" zdziwią się, że podniecają mnie takie komunikaty. Ja jednak pękam z dumy i radości słysząc, jak moje dziecko z "przeszłością" się z nami komunikuje. Wczoraj też Maciek domagał się gry logopedycznej na komputer. Moja mała dwuipółletnia glizda śmigała myszką jak doświadczony użytkownik komputera (a był to jego pierwszy raz). Odtwarzał sobie odgłosy zwierząt, powtarzał za panią lekorką....rewelacja. A jeszcze jeszcze większa rewelacja była po południu, kiedy "grać zienta" domagał się od taty, bo  "mam łąciła zienta laptopie" (tata, dawaj grę w zwierzęta, bo mama mi włączyła).

     Dziś byliśmy u neurologa. Pani doktor powiedziała, że jest w szoku. Bardzo zaskoczył ją Maćkowy rozwój, mowa, zasób słów, komunikacja zdaniami (czasem nawet takimi bardziej złożonymi, jak np "Eminia kolu jeś, Maciek jedzie pani doktol" albo "tatuś, nie idzie echać, musisz alucić (tata, zawracaj). Pochwalił się znajomością cyfr, kilku kolorów, powiedział pani, że jej "alo dzoni' (pani doktor co chwilka dzwonił telefon). Tą część rozwoju zaliczył celująco. Jego chodzenie natomiast tak wysoko nie zostało ocenione, Maciek korzysta wciąż z paluszków, na których się porusza. Nie zawsze, ale w przeważającej części niestety tak. Dostaliśmy zalecenia, zobaczymy, czy na tego uparciucha pomogą.

    Na powrocie wskoczyliśmy do poradni psychologiczno-pedagogicznej, do której skierowała mnie poradnia ode mnie ze wsi. Ta nowa poradnia ukierunkowana jest na dzieciaki z problemami słuchu i wzroku, pojechałam się umówić na spotkanie. Termin za miesiąc, pani kazała mi się cieszyć, że to tak krótko....Niech żyje nasza polska służba zdrowia...

piątek, 8 lutego 2013

Oj

         Zwracam honor pani psycholog z mojej poradni psychologicznej :). Pani zaangażowała się :). Doczytała  w naszym orzeczeniu, że Maciek ma niepełnosprawność między innymi ze względu na wzrok, no i skierowała nas do poradni, która zajmuje się dzieciakami z problemami wzroku. Teraz czekamy na wezwanie na ciąg dalszy badań, a później na komisję.

Żałuję niezmiernie, że o WWR dowiedziałam się w zasadzie dopiero przy okazji zainteresowania się tematem zapisu dziecka do przedszkola - zarówno ja, jak i Maćkowe koleżanki, Zuzia i Iga. A dam głowę, że takich nieświadomych rodziców są setki. Nie każdy wie, a i gminy się z tym nie ogłaszają (a powinny, niestety), że dziecku z orzeczoną niepełnosprawnością, przysługuje od samego początku wczesne wspomaganie, i że gmina ma obowiązek takie wspomaganie zapewnić. A jesli  nie jest w stanie skierować do dziecka terapeutów, gmina ma obowiązek wypłacić rodzicowi ekwiwalent, aby  na własną rękę mógł organizować dziecku terapię. Na naszym Maćku gmina jest do przodu niemałe pieniądze:(. Szkoda słów, w tym roku nie podaruję.
Od czerwca Maćkowi będzie przysługiwało jeszcze jedno świadczenie, i kurka wykorzystam je na maksa.

      Od kilku dni zamęcza nas pytaniem "totojes"? (co to jest). W zasadzie nie ma kwadransa bez tego pytania :)
Widać, że w tej małej głowie zachodzą procesy myślowe. Ubieramy się, wychodzimy na dwór. Maciej robi krótkie rozeznanie, i donosi "mama, ty nie mas apki". No nie mam:). 

     Maciek złapał w swoje łapki pusty kubek po herbacie. Próbował z niego pić, ale niestety. Rozczarowany ogłosił "oj pusto nie ma picia". Cytowałam dosłownie:)

                                             to coś pod ustami to niespodzianka, jak wylazła nam po krowim mleku

niedziela, 3 lutego 2013

WWR?

      W piątek byliśmy w poradni psychologiczno- pedagogicznej na badaniach, które będą podstwą do wydania (lub nie) orzeczenia o wczesnym wspomaganiu rozwoju. Maciej dostał do ułożenia układankę (poradził sobie bez problemu), obejrzał z panią książeczkę i odpowiedział na kilka pytań dotyczących obrazków. Potem narysował siano (to umie najlepiej) oraz nieporadne kółko. To była część praktyczna, pozostałe badanie to wywiad z mamą. Co z tego wyniknie? Nie mam pojęcia. Nie mam poczucia, że pani otrzymała odpowiednią ilość materiału badawczego. Na razie muszę dostarczyć im parę dokumentów, potem zbierze się komisja i orzekną, czy Maciek dostanie parę godzin miesięcznie zajęć z logopedką i psychologiem na koszt państwa. Pani była bardzo tajemnicza, zdradziła mi tylko, że uważa Maćka za dziecko wyjatkowo uspołecznione.

     Wczoraj dzieciaki dostały do wypicia napój ze słomką w kartoniku. Ja już zdążyłam o tym zapomnieć, kiedy Maciek oznajmił "eminia maciek pili sok". ŁAŁ :).
Dzisiaj szukał swojej ciuchci z numerem "5". Ewa sobie z niego zażartowała, dała mu ciuchcię z numerem "7". Maciek ją ochrzanił, powiedział ze złością "nie, to nie jest pięć"!!!!!

Dzieci mają ostatnio fazę na książeczki z naklejkami z literami i cyframi. Ewa szleje z literami, Maciek domaga się cyferek. Liczy dzielnie rybki w akwarium, maliny w koszyku, jagody na krzaku, a potem przykleja odpowiednią cyferkę. Uwielbia to. Kolejna zabawka za 4 złote, za które moje dziecko dałoby sie pokroić :).

Pani logopedka śmiała się bardzo na ostatnich zajęciach. Pokazała Maćkowi na obrazku psa, przypadkowo wskazującym palcem kierując na nogę tego psa. Spytała Maćka, co to jest. Odpowiedź oczywiście brzmiała "noga". Mam w domu bardzo precyzyjne dziecko :D.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Czyścioch

      Wsiadam z Maćkiem do samochodu, śniegu po pachy, więc buty młodego utytłane w śniegu. Usadziłam go w foteliku. Maciek WYTARŁ sobie buciki o MÓJ fotel i oznajmił "nie ma śniegu".

     W sobotę dał czadu. W piątek dosięgła go zaraza, kaszel, katar + temperatura. Maciek generalnie jest dzieckiem grzecznym, spokojnym, tolerancyjnym, bezproblemowym. W sobotę jednak nadrobił zaległości z 2,5 roku. Absolutnie wszystko było na nie. Jeść nie, pić nie, spać nie, bajka nie, bawić się nie, rysować nie, klocki układać NIE. Pod koniec dnia, kiedy byłam gotowa sprzedać go na aukcji, zasnął....
I jak takiej małej glizdy nie kochać :)

Na zdjęciu poniżej Maciek wcinający samodzielnie budyń

piątek, 25 stycznia 2013

Póki pamiętam

Spieszę zanotować, póki jeszcze nie uciekło z mojej głowy:

- kilka ostatnich dni Maciek witał mnie tekstem "lubie leko jeś". Co znaczy "lubię jeść mleko, dawaj mama śniadanie"
- kupiliśmy dywan z wzorkami w drogę (ulice, parkingi). Ani Maciej, ani Ewa nie dają się z tego dywanu ściagnąć. Pierwszego dnia siedzieli do 21.30 ( o tej porze to już na drugi bok zazwyczaj się obracają) i jeździli kolejkami samochodów. Ewa dała się jakoś przekonać do snu, Maciek wydzierał się "nie pójdę spać, nie pójdę spać". Wrzeszczał jeszcze w łóżku, łzy leciały grochowe. W końcu ochrypł i zasnął :)

        Rozpoczęliśmy regularne spotkania z panią logopedką. Śmieję się sama z siebie, bo jeździłam na konsultacje do Poznania, a przypadkiem odkryłam logopedkę, która ma gabinet jakieś 5 km od mojej wsi:). Pani doktor ocenia młodego bardzo dobrze. Widzi jego braki, widzi jego nieharmonijny rozwój, ale widzi też potencjał, skupienie, inteligencję, zachwycona jest jego rozwojem społecznościowym. Na zajęciach lekarka zaobserwowała taką rzecz: Maciej kompletnie nie potrafi językiem dotknąć górnej wargi. Nie pomaga obserwacja, wsparcie miodem, nutelką, nie pomaga nic. Ale....pani Justyna ocenia po paru zajęciach, że głoski, które wymagają takiego układu ust i języka, młody nadrobi ze słuchu. To podobno jego bardzo mocna strona. Młody potrafi wymówić wiele głosek, każdą samogłoskę (a wiem już, że to wcale nie jest takie proste), teraz wałkujemy wymowę "W" i "F". Mamy zeszyt, do którego na każdych zajęcia dostajemy "pracę domową", czyli dźwięki, które mamy ćwiczyć. Jak na razie Maciej się tym bawi i potulnie powtarza wszystkie "zi zi zi, kap kap kap, iha, bzzzzzz" itd". Powiedziałam pani, że rok temu Maciek dostał diagnozę o zwiotczeniu mięśni w krtani, na dzień dzisiejszy, z obserwacji wynika, że nie jest już tak źle, gdyż wymawia głoski, które pracy tej krtani wymagają.
       W przyszłym tygodniu będziemy mieli testy mające na celu uzyskanie opinii o Wczesnym Wspomaganiu Rozwoju. Pani psycholog z poradni już mi zapowiedziała, że nie każde dziecko z problemami może ją otrzymać, zobaczymy więc jak ocenią tam Maćka.
    Podejrzewam, że kolejne moje dziecko odziedziczyło po mnie problemy z trawieniem mleka. Próbowałam przestawić Maćka na mleko krowie, parę dni nic się nie działo, ale jak już zadziało, to byłam pewna, że mamy jakąś różyczkę, ospę czy inną zarazę. No i nici z podawania nieprzetworzonego mleka krowiego, wracamy na proszek.

    Ostatnio Maciejek przyklejał na lodówkę literki, takie z magnesem. Uczył się L i M (jak mama). Odpadło mu M....i woła "mama bam".
    I na koniec coś, co cieszy mnie chyba najbardziej. Co prawda to na razie jaskółka, która wiosny nie czyni, ale jakiś to początek jest. Zaczyna pojawiać się zainteresowanie widelcem i łyżką. Na razie bardzo bardzo nieporadne, ale jest. Jakby nie było pół miseczki budyniu młody wciągął ostatnio SAM. Padłam z wrażenia.

wtorek, 15 stycznia 2013

Żmija z własnej piersi

     Robię z Maćkiem zakupy. Zapomniałam, co chciałam kupić, i tak krążę po sklepie i szukam nie wiadomo, czego. Aż nagle mnie olśniło. Mówię sama do siebie, "no tak, mama gapa".
Oczywiście, podłapał to Maciek, i cały czas naszych zakupów nawijał jak katarynka " mama gapa mama gapa mama gapa". Nie było tam chyba osoby, który by nie usłyszała, że Maćkowa mama to gapa:)

Mała żmijka chowana na własnej piersi :)


środa, 9 stycznia 2013

Noworoczne postanowienie

      Nasze mniejsze dziecko (znaczy Maciek) zasypia w naszym łóżku. Następnie przenoszony jest do swojego łóżeczka. Następnie z reguły około godziny 1. w nocy Maciek się budzi, płacze i szantażem (albo mnie weźmiecie albo będę wył do samego rana) domaga się powrotu między mamę i tatę. Tak więc mama na pół śpiąco i bez dyskusji wciąga Maćka do swojego łóżka, po czym śpimy wszyscy do rana.

Stop.
Wróć.
Basta.
Postanowiłam, że koniec tego dobrego. Od pierwszego stycznia Maciek zasypia i śpi SAM w swoim łóżku.
Pierwszego wieczoru synuś WYŁ przez dobrą godzinę,w  końcu się poddał i zasnął u siebie. Powtórka z rozrywki o pierwszej w nocy, kolejna godzina wycia. Ale.....młody w końcu załapał, o co kaman. Co prawda co nieco pomaga mu w tym miś, ale w sumie od tego jest dzieciństwo, aby spać z misiami :).
Fakt, że do dziś nie mogę tego odespać, oraz że mam średnio pięć pobudek w ciągu nocy jest niewielką ceną sukcesu :).

Z ciekawostek.
Maciek woła mnie na pogodę :) "mama, goda!"
Dziś okazało się, że jeśli postawi się stołek na stołek, a potem na to wchodzi, to ma się potem nieźle odrapany buziak :).