poniedziałek, 27 października 2014

Jestem piękna, mądra, ładna, wspaniała, miła, kochana. I jeszcze jestem fajna:)

       Przynajmniej tak widzi mnie moje dziecko, o czym kilkanaście dziennie razy mnie informuje. Do tego dołącza soczystego buziaka - takiego to mamy uczuciowego czteroipółlatka w naszym domu:). Pozwalamy Maćkowi spełniać się uczuciowo, tulić i ściskać tyle, ile tego potrzebuje.

     Żałuję, że tak późno zapisałam Maćka na zajęcia z integracji sensorycznej. Opinię o wczesnym wspomaganiu mamy już dłuższą chwilę, skupiliśmy się na klasycznej rehabilitacji, ćwiczeń wzroku i małej motoryki. Od miesiąca chodzimy na SI, i widzę, że krasnalowi bardzo podobają się zajęcia. Pracują  i ćwiczą tam wszystkie jego zmysły, zajęcia są tak fajne, że trudno go wyciągnąć z sali po zakończeniu pracy. Cieszy mnie to ogromnie ten fakt, tym bardzej, że Maciek nawiązał fajny kontakt  z panią od SI ( a wiem już, co nasze dziecko potrafi, kiedy nauczyciel/terapeuta nie umie nawiązać z nim porozumienia -ze spokojnego i raczej grzecznego dziecka wyłazi małe diablątko).


     Od kilku tygodni Maciuś ćwiczył chodzenie po schodach bez trzymania i podtrzymywania. Dziś już swobodnie idzie wyprostowany, dumny z siebie woła po nas "chodźcie zobaczyć, jak ładnie idę". Głoski "sz" i "cz" pojawiają się coraz częściej, w swobodnej wypowiedzi, bardzo chwali go za to nasza pani logopedka. Dodatkowo pani logopedka, która jest równocześnie psychologiem dziecięcym i na co dzień pracuje w przedszkolu, bardzo wysoko ocenia Maćkowy rozwój społeczny, jego inteligencję, sposób wypowiadania się. Serce rośnie, kiedy widzę, jak Maciej reaguje na nasze zabiegi, ćwiczenia, rehabilitację i wszelką formę pomocy w rozwoju - tym bardziej że mam wciąż z tyłu głowy wszystkie możliwe "pamiątki", jakie może zostawić u dziecka tak skrajne wcześniactwo.

Maciejowe konto w Fundacji zasilają teraz wpłaty z 1% - pięknie dziękujemy wszystkim osobom, które wspierają nas w pracy nad prawidłowym rozwojem naszego dziecka.

niedziela, 5 października 2014

Zajęcia dodatkowe

      Dawno nas tu nie było, nie pamiętam więc, co już pisałam, a co nie, gdybym się powtarzała, darujcie :).

      We wrześniu Maciuś poszedł do przedszkola, do grupy czterolatków. Na pytania znajomych, jak tam Maciek w przedszkolu się odnajduje, odpowiedź jest prosta: każdego dnia, tuż po tym, jak synek wysiądzie z auta na parkingu przy przedszkolu, rozpoczyna się bieg za Maćkiem. On mknie z prędkością światła:). Uwielbia swoją klasę, swoich kolegów i koleżanki, zabawy, zajęcia. Mamy już październik, dopiero teraz przypałętał się pierwszy kaszel i katar, ale dramatu jeszcze nie ma, oceniam to na zwykłe przeziębienie. Pani stara i nowa wychowawczyni (obie mają z nim zajęcia) chwalą Maćka za postępy w jedzeniu, co mnie ogromnie cieszy :) (do tej pory cały czas słuchaliśmy tylko uwag średnio budujących....).
      W ostatnich dniach zaczął chodzić po schodach i ze schodów sam, bez trzymania, bez podpórek, w pozycji pionowej. Co prawda wymaga to jeszcze absolutnie pełnego skupienia, ale jest to już czynność samodzielna. Na dobre pożegnaliśmy też pieluchy, w nocy mały kurczak nie moczy sobie łóżka, tylko zgłasza się po któregoś rodzica, by iść z nim w wiadome miejsce:).

     Cały czas Maciej chodzi na paluszkach. Ćwiczenia od naszego neurologa guzik nam dały. We wrześniu byliśmy na zajęciach w naszej lokalnej szkole Yamaha. Tam normalnie prawie że zeszłam na zawał. Do tej pory widziałam, że Maciek chodzi na paluszkach, mając w powietrzu 2/3 stopy. Na zajęciach pod nazwą Spacer z nutką (bardzo ciekawe i rozwijające) widziałam nasze dziecko chodzące na podwiniętych paluszkach...masakra. Szybko zrobiłam rozeznanie w miejscach w okolicy Poznania, gdzie mogę zrehabilitować te stopy zgodnie z ćwiczeniami ze skierowania. I co? I klops. Na ten rok, tam, gdzie bym chciała, nie ma już terminów...Jest alternatywa, ale mieści się z absolutnie drugiej strony Poznania, gdzie dojazd w jedną stronę zająłby nam lekko półtorej godziny, tak więc w zasadzie nie ma alternatywy...czekam do listopada, w upatrzonym miejscu będą zapisy na 2015. Do tego czasu szybciutko zgłosiłam kurczaka na zajęcia ruchowe tytułem wczesnego wspomagania. Wczoraj byliśmy pierwszy raz, były to klasyczne zajęcia z integracji sensorycznej. Sala wyposażona w skali "pełen wypas", Maciek był oczarowany, nie chciał kończyć zajęć:) Pani od SI twierdzi, że nie jest powiedziane, że te paluszki będą się za nami ciągnąć. Czasem wystarczy kilka spotkań, aby wyprowadzić dziecko z paskudnego nawyku, szczególnie, że Maciej zna prawidłowy układ stóp podczas chodzenia (nie ma tylko czasu, aby z tej wiedzy korzystać).

Na dziś koniec:). Kupiliśmy dzieciom grę Rummikub i oboje domagają się, aby z nimi w to grać:).

środa, 27 sierpnia 2014

Zagadka

Podaję zagadkę:
"ma to mama, ma to tata, Maciek i Ewa, mamy to zawsze przy sobie"
Proszę zgadywać, rozwiązanie pod koniec.

       Wakacje upłynęły wspaniale, uwielbiam czas urlopu:). W tym roku skierowaliśmy nasze autko w Kotlinę Kłodzką, w sam jej środek. Zwiedzaliśmy tam przeróżne obiekty, miejsca, okolice. Ewa swobodnie wymienia różne rzeczy, które podobały jej się najbardziej, Maciek się nie rozdrabnia - jemu najmocniej podobał się plac zabaw :). Generalnie muszę Krasnalowi zwrócić honor, małe nóżki dreptały nawet całkiem dzielnie. Jak swoją siłę oceniał na jeden, zwiedzał świat na barana. Jak dostał jeść, swoją moc określał na pięć, a jak się wyspał, to i nawet 10 :).

      W pierwszy dzień naszego pobytu w Ścinawce Maciek narobił nam trochę wstydu. Po przyjeździe ja nas rozpakowywałam, Kamilek był z dziećmi na dworze. Na naszym podwórku inni wczasowicze piekli sobie grilla. Maciek bez żadnej krępacji podszedł do tych ludzi i prosto z mostu powiedział, że chce jeść, bo jest głodny. Tamci ludzie zbaranieli, Kamilek spłonął rumieńcem:). Oto dowód, że Maciek rzeczywiście zaczął nam jeść i komunikować głód :).

     Wczoraj byliśmy u naszej pani okulistki. Zamiast dzień dobry Maciek jasno określił, po co tu przejechał, powitał panią słowami "chcę żebyś zbadała mi oczy". Eeeeeyyyyyyy......tym razem to ja zbaraniałam :). Jeszcze przed zakraplaniem oczu synek czytał z tablicy cyferki wskazywane przez lekarkę. I tak, gdy prawidłowo odczytał zapis, pani mówiła "bardzo dobrze".  W ten sposób Maciek czytał jednym okiem. Drugim okiem już był mądrzejszy, cyferki czytał tak "bardzo dobrze cztery. bardzo dobrze dwa. bardzo dobrze siedem". Pani śmiała się z tego serdecznie:).

    Wada wzroku zmienia się. Jako takie plus dziewiątki wciąż są,  wartość ta jednak wreszcie się stabilizuje (do tego roku tylko rosła). Bardzo jednak polepszyła się ostrość widzenia, Maciek potrafił odczytać cyferki dwie linijki niżej niż podczas ostatniego wiosennego badania.
Dostaliśmy receptę na nowe szkła, wymienimy tym razem już całe okularki, odbiór około soboty.

Co to jest, co ma mama, tata, Ewa, Maciek, i mamy to zawsze przy sobie...? To proste. Każdy z nas ma OCZY :). Jeden zero dla Maćka, myśmy na to nie wpadli:).

Zastrzeliła mnie też Ewa.
Ugotowałam na obiad ryż z czymś tam, dzieciom podałam łyżeczkę zamiast widelca. Ewa się zbuntowała, poszła wymienić ją na widelec. Zgłosiła nam, że schowała łyżeczkę do szuflady. Pytam ją, dlaczego tak, przecież łyżeczka była brudna. Ewa na to, że nie, bo ona ją przecież oblizała :).

niedziela, 10 sierpnia 2014

Nareszcie urlop

       Ostatnie tygodnie dały mi niezły wycisk w pracy, stąd zabrakło mi siły i mocy, aby sensownie tworzyć słowo pisane. Na szczęście przed moją rodziną dwa tygodnie "bez budzika", moje siły zaczynają się pomału regenerować.

Nie będę się jednak rozpisywać nadmiernie:).

      Z Maciejowych nowości zaskoczyła nas ostatnio jego chęć do jedzenia. Oboje z Maćkowym tatą zadziwiamy się, kiedy nasz niejadek prosi nas  o kromkę chleba. Zdarza mu się wciągnąć trzy kromki chleba pod rząd, przychodzi też z miską i prośbą, aby nasypać mu płatków. W te wakacje zjadł kilka garści czerwonych porzeczek, nie mogąc się nimi nasycić. Oczywiście, najbardziej na świecie wciąż uwielbia swoją kaszkę czekoladową, ale zaczyna otwierać się na inne pokarmy, dodatkowo też je je swoją własną ręką. Podejrzewam, że tego zachwytu nie zrozumie żaden rodzic, którego dziecko nie miało kłopotów z jedzeniem. Powoli zanika już dziecko, które 'brzydzi" się wciąć do ręki kromkę chleba, kawałek placka, zastępuje je dziecko chętne nowych smaków. Nie znaczy to, że Maciek je już tak, jak bym sobie to wymarzyła, ale pewien krok do przodu nastąpił i i nie można go nie odnotować :).


     Mamy z Kamilkiem plan, aby nasze dzieciaki poznawały swoje miasto Poznań i swój kraj na tyle, na ile pozwalają nam nasze możliwości. W tym roku byliśmy w Krakowie, w Toruniu, latem zwiedzaliśmy Poznań. Na razie wnioski mamy z Kamilkiem wspólne - Ewa to urodzony piechur, maszeruje dzielnie pomimo zmęczenia, chce zwiedzać, poznawać, zadaje mądre pytania, a Maciuś...Maciuś to miągwa. Miągwa po paru krokach jest już zmęczona, chce pić, chce na ręce, chce usiąść, chce spać, chce do domu. Marzyłam jechać w te wakacje do Karpacza, pokazać Ewie Śnieżkę. Kamilek jednak skwitował ten pomysł krótko "ja Maćka nie będę tam wnosił" :). Tak więc Karpacz odkładamy na półkę, w zamian jedziemy w inny region Polski, nieco mniej wzniesiony, tam, gdzie mała miągwa być może da radę iść sama:).

niedziela, 29 czerwca 2014

Odzywki

    Wczorajszy post Podsumowanie trzylatka zawiesił się i  nie chciał edytować. Nie mogłam go dokończyć, tworzę więc nowy. Z samymi anegdotkami.

     W Toruniu kupiliśmy dzieciom takie śpiewające ptaszki. Pewnie pamiętacie takie cuda z Waszego dzieciństwa. Obsługa tego ptaszka polega na dmuchaniu mu w kufer, wtedy dziobkiem wydobywa się piękny trel. Ewa o swojego ptaszka dba i bardzo go pilnuje. Maćkowy ptaszek na drugi czy trzeci dzień po zakupie zaliczył twarde lądowanie, ptaszek zgubił kuper. Maciuś na to mówi tak: "ale to przecież nic, tylko ogonek się troszkę ułamał".  W sumie fakt, ułamał się tylko ogonek, ale ptaszek zasilił nasz kosz na śmieci.

     Kolejna historyjka - Maciuś chciał siusiu, z różnych przyczyn zrobił to w pokoju na nocniku.  Jakoś krzywo usiadł, siusiu(takie solidne) zrobiło się na podłogę. Maciuś pocieszał mnie słowami: "to przecież nic, to wyschnie".

     Maciek jedzie na swoim rowerku biegowym. Idę przy nim, w ręku mam tylko chusteczkę i telefon. Synek wymyślił sobie takie coś "jak się wywrócę, to będziesz miała KŁOPOT".

   Ciąg dalszy jazdy na rowerku. Idę przodem, coś mnie najechało na piętę. Pytam się tego małego cyklistę, czy uważa jak jedzie. Odpowiedź "a skąd, to ty musisz uważać jak idziesz".

    Całość tekstów ukoronowała Ewunia. Nasza córka przed chwilą skończyła sześć lat. Trafił ją jakiś kaszel, a że zazwyczaj przy chorobach zakaźnych śpię z dzieckiem chorym w moim łóżku, a tatuś z drugim  dzieckiem w innym pokoju (Ewa uwielbia spać przy mnie), Ewa spytała mnie tak "czy nie UWAŻASZ, że skoro mam kaszel, to POWINNAM spać z Tobą" ?
  
Czasem trudno mi uwierzyć, że dzieci, które naprawdę niedawno nosiłam pod sercem i naprawdę niedawno rodziłam, potrafią już konstruować takie przewrotne wypowiedzi:).

sobota, 28 czerwca 2014

Podsumowanie pracy trzylatka

       Na zakończenie roku przedszkolnego poprosiłam Maćkową wychowawczynię o ocenę pracy naszego skrzata. Maciek ma wczesne wspomaganie, więc pani z urzędu zobligowana jest do wystawienia oceny pracy, ale ponieważ postępy z dziedzin, które są wspomagane znam, zależało mi bardziej na opinii opartych na obserwacjach na początku roku i tych bieżących.
Lista zachowań, które oceniano, wynosi trzy strony. Tak więc jesienią Maciuś dostał ocenę "rzadko" podczas:
- słuchania poleceń nauczyciela
- trzymania kredki
- samoobsługi (jedzenie, czynności fizjologiczne)
- śpiewania.
Jedne zachowania miały ocenę "czasami", inne "często".
W czerwcu Maciuś ma już same oceny najwyższe, czyli "często". Jednym słowem postęp:).
Widzę to w domu. Ogromny postęp dotyczy rozwoju mowy, ale najbardziej ze wszystkich sfer zaskoczyły mnie prace ręczne.
Maciek potrafi używać plastelinę (wykleił na kartce piękne góry i wzgórza). Potrafi rysować i kolorować. Postęp w tych czynnościach to zasługa wychowania przedszkolnego, myśmy, jako rodzice, akurat w tej dziedzinie nie mieli w tym większego udziału.

  W ostatnich dniach Maciuś przyniósł nam taką oto pracę, zgodnie z wychowawczynią twierdzą, że praca (kolorowanka) jest absolutnie samodzielna:

W maju byliśmy na Dniu Rodziny, dzieci wręczały rodzicom ich portrety. Tak więc ja i Maćkowy tato, w oczach naszego dziecka wyglądamy tak:

sobota, 14 czerwca 2014

Żeby kózka nie skakała...

    ...to by całą głowę miała. Niestety, nasza kózka wczoraj nie była w przedszkolu, była bardzo niewybiegana, miała nadmiary energii. Po zajęciach z panią logopedką Maciek dostał prawdziwie małpiego rozumu i biegał jak dziki. No i niestety zaatakowała go ściana. Dokładnie narożnik ściany. Krew lała się jak szalona. Pojechaliśmy na pogotowie, pogotowie wysłało nas do szpitala ze skierowaniem "uraz głowy". Czoło Maciek ma rozcięte, dość głęboko, ale chirurg w szpitalu uznał, że wystarczy założenie specjalnych plastrów ściągających brzegi rany i że uda się to załatwić bez szycia. 
    Tuż po spotkaniu ze ścianą krasnalek płakał okrutnie, na pogotowiu był już spokojny, ale taki apatyczny, potem nam zasnął i obudził się dziś rano. Plastrem na czole był co najmniej zdegustowany, od razu spytał, kiedy będzie mógł go zdjąć.
      Chirurg zalecił oczywiście obserwację dziecka, gdyby coś się działo, to mamy natychmiast jechać do szpitala, ale mam nadzieję, że na plasterku i później bliźnie ta sprawa się zakończy.

     W zeszłym tygodniu Maciuś zatemperował sobie paluszek. Krew oczywiście się lała, na wieczór zdjęłam mu plaster, aby rana się goiła. Maciek musiał o tym chyba mocno myśleć, nawet przez sen, gdyż około 3 nad ranem przytuptał do mnie, abym sprawdziła, czy paluszek już mu się zagoił:).

     Inna anegdotka dotyczy precyzji w moim wysławianiu się. Przed domem mamy ławkę. Maciek wdrapał się na ławkę, usiadł na blacie. Nakazałam mu nieopatrznie "zejście z tego stołu". I strzeliłam sobie gola, gdyż Maciek odpowiedział, że to przecież wcale nie jest stół, tylko ławka.
I bądź tu człowieku konsekwentny w wychowywaniu dziecka :).